System biurowy

To system biurowy. Kiedy liczba pracowników płci męskiej jest znaczna, pod koniec dnia roboczego czasem otwiera się drzwi szafy, aby wchodzący niczego nie zauważył, i za szafą wychyla symboliczne­go „kielicha”. Gdy załoga jest zdecydowanie męska, zdarzają się, już przy drzwiach zamkniętych i tylko dla „wtajemniczonych” imprezy przypominające pijatykę.
Kto uczestniczy w przyjęciu imieninowym w domu? Tu jest pew­na niejasność. Przeważa pogląd, że ten, kto został zaproszony, do cze­go najczęściej dochodzi w chwili składania życzeń. Inni się nie liczą. Teoria traktuje przyjęcie imieninowe jak każde inne, na które się za­prasza. A zatem precz z ceregielami, zapraszamy kogo chcemy i kie­dy chcemy. Coraz częściej, korzystając z przedłużonego weekendu, przekłada się to spotkanie na dogodniejszy dzień. Jedno jest jasne nie przychodzi się niespodziewanie, nawet w dniu imienin. Rozpowszechnienie telefonów jest już tak duże, że można sobie łatwo dać radę z tym „problemem”. Otwiera to nawet pewną sprytnie wymyśloną możliwość dla tego, kto nie chce przyjść. Dzwoni się późnym popołudniem, kiedy na przyjęcie zaproszenia jest już za późno, a dzwoniący jest w porządku, bo spełnił obowiązek. Każdy ma sporo takich znajomości, które już wywietrzały, i traktuje się je jako ciężki obowiązek. Smętne jest jednak to, że i były przyja­ciel zdaje sobie sprawę, „co jest grane”.

Nikt nie widzi, to i nigdy nie zo­baczy

Ludziom się wydaje, że jeśli tylko nikt nie widzi, to i nigdy nie zo­baczy. Tak jak przestępcy się wydaje, że jego czyn nigdy nie wyjdzie na jaw, bo dotychczas nie wyszedł. Na tym zresztą koniec podobieństw, bo przestępca napotyka na niespodziewanego świadka, a ten ktoś, ko­mu nie wpojono dobrych manier?… Taki człowiek wskazuje na swój niedostatek wychowania odruchowo, bez świadomości. Na przykład, zapali papierosa przy zupie, sięgnie przed nosem do półmiska, macza­jąc rękaw w sosie, albo przerwie w pół słowa swojej sąsiadce. Zachowujmy się zawsze tak, jakby nas widział ktoś obcy. Kiedy opanujemy tę metodę, nie będzie już trudności, jak się zachowywać, zniknie poczucie skrępowania. Nie będziemy już nigdy „uczniem na egzaminie”. Jeśli dookoła siebie będziemy mieli też przewagę takich z dobrą kindersztubą (tak się mówiło w zaborze austriackim, by podkreślić walory rodzinnego wychowania), nic nam nie zagrozi. Istnieje bo­wiem twarda zasada dyskrecji. Pedantom łatwo ją doprowadzić do przesady oto przeczytałem w starej książce, że gdy ktoś na przyję­ciu wyleje kawę z filiżanki na obrus, dżentelmen udaje, że tego nie zauważył. Od tego bowiem jest kto inny, by skutki usunąć. Wydaje mi się to trochę śmieszne dlatego, że ilekroć coś takiego zdarzało się u cioci na imieninach, wszyscy rzucali się z pomocą. Oczywiście wy­nikała z tego przykrość dla sprawcy wydarzenia, ale też i posprzątane było nadzwyczajnie.

Kultury tylko na wynos

Jest to sprawa „kultury tylko na wynos”, czegoś, co w czterech ścianach mieszkania już nie obowiązuje, dopóki nikt nie widzi. Prze­cież podobnego rodzaju obserwacje dotyczą i ubioru. W wielu do­mach okazuje się rzeczą zwyczajną defilowanie panów w podkoszul­ku i… w kalesonach, a pań w wytłuszczonym szlafroku, „bo ja akurat sprzątam”. Jeśli bieliznę widuje się jako stały strój na działkach i na wielu plażach, to cóż się dziwić strojom domowym! Jako wytłuma­czenie pojawia się brak pieniędzy, „ciężkie czasy” a przecież gra­natowy dres nie jest o wiele droższy od piżamy, traktowanej właśnie jako strój domowy. Rzeczywistą przyczyną jest nawyk, który nawet może być zupełnie zrozumiały (bo to wygodniej), ale nieubłaganie rodzi określone skutki. Dobre maniery dotyczą nie tylko salonów (gdyby tak było, nie pi­sałbym tej książki, słowo daję!). Mamy z tymi regułami do czynienia na co dzień, w miejskim autobusie i w restauracji. Służą do tego, że­by codzienność była mniej dokuczliwa, inaczej, żeby w autobusie nikt mnie nie popychał przez bezmyślność, a przy stole nikt nie sior bał i nie dłubał paznokciem w zębach tylko dlatego, że w domu go tego nie oduczyli.

Elegancja nie tylko od święta

Bardzo wielu ludzi kojarzy dobre maniery, czyli savoirvivre, przede wszystkim z przyjęciami na wysoki połysk. Oczywiście takie podejście można zrozumieć. W eleganckich imprezach jest coś z eg­zaminu, zresztą samo to, że znajdziemy się wśród nowych, niezna­nych ludzi podsuwa nam takie skojarzenia: „a jeśli obleję się kawą?, lub jeśli podadzą coś dziwnego, czego nie będę umiał jeść?, czy też jeśli będzie ten wredny Świszczykowski, który zawsze ze mnie robi wariata, i posadzą go w pobliżu?, a może wyjdzie na jaw, że nie wiem, jak zacząć konwersację po angielsku?” Takich wątpliwości mogą być tuziny i one pewnie decydują o stresie biesiadnika. Na większość z takich wahań trudno znaleźć radę, poza jedną: nabierać wprawy! Domyślam się, że odpowiedzią będzie irytacja a jak to ja mam decydować, gdzie, kiedy i z kim będę spijać szampany?
Przepraszam, ale myśl jest inna. Oto, jeśli w życiu codziennym lekceważy się wszelkie (znane zresztą) zasady dobrego wychowania, to przy nadejściu jakiejś wyjątkowej okazji sztywniejemy ze zde­nerwowania, a wtedy wspomniany Świszczykowski będzie miał uży­wanie!

jesteśmy równouprawnieni

Pamiętajmy więc, jesteśmy równouprawnieni, wolno nam zawie­rać znajomości, ale nie ma tragedii, jeśli czasem trzeba zrezygnować i „oddać pole”, jak mówili starożytni Polacy. To powiedzonko jest tu bardzo na miejscu, należy bowiem do dobrego tonu wtedy, gdy dziewczynie już ktoś towarzyszy. Zamienić parę słów owszem można, ale bez popadania w przesadę, od „przyczepiania się” już krok do nieprzyjemnych sytuacji. Radzę odczekać, aż się partner na dłużej oddali. Pfliem zobaczymy, co czas przyniesie.
Swego czasu Wojciech Młynarski śpiewał jakoś tak:
Trzeba kiedyś wstać i wyjść…
Trzeba wyczuć, kiedy w szatni
Płaszcz pozostał przedostatni…
Piosenka była melancholijnie smutna, osobista. Ale przecież nie wszyscy będziemy w garderobie czekać na przedostatni płaszcz. To duże pocieszenie.




Sklepy
Warto przeczytać
Słowa kluczowe
Styl