//////

System biurowy

To system biurowy. Kiedy liczba pracowników płci męskiej jest znaczna, pod koniec dnia roboczego czasem otwiera się drzwi szafy, aby wchodzący niczego nie zauważył, i za szafą wychyla symboliczne­go „kielicha”. Gdy załoga jest zdecydowanie męska, zdarzają się, już przy drzwiach zamkniętych i tylko dla „wtajemniczonych” imprezy przypominające pijatykę.
Kto uczestniczy w przyjęciu imieninowym w domu? Tu jest pew­na niejasność. Przeważa pogląd, że ten, kto został zaproszony, do cze­go najczęściej dochodzi w chwili składania życzeń. Inni się nie liczą. Teoria traktuje przyjęcie imieninowe jak każde inne, na które się za­prasza. A zatem precz z ceregielami, zapraszamy kogo chcemy i kie­dy chcemy. Coraz częściej, korzystając z przedłużonego weekendu, przekłada się to spotkanie na dogodniejszy dzień. Jedno jest jasne nie przychodzi się niespodziewanie, nawet w dniu imienin. Rozpowszechnienie telefonów jest już tak duże, że można sobie łatwo dać radę z tym „problemem”. Otwiera to nawet pewną sprytnie wymyśloną możliwość dla tego, kto nie chce przyjść. Dzwoni się późnym popołudniem, kiedy na przyjęcie zaproszenia jest już za późno, a dzwoniący jest w porządku, bo spełnił obowiązek. Każdy ma sporo takich znajomości, które już wywietrzały, i traktuje się je jako ciężki obowiązek. Smętne jest jednak to, że i były przyja­ciel zdaje sobie sprawę, „co jest grane”.

Kultury tylko na wynos

Jest to sprawa „kultury tylko na wynos”, czegoś, co w czterech ścianach mieszkania już nie obowiązuje, dopóki nikt nie widzi. Prze­cież podobnego rodzaju obserwacje dotyczą i ubioru. W wielu do­mach okazuje się rzeczą zwyczajną defilowanie panów w podkoszul­ku i… w kalesonach, a pań w wytłuszczonym szlafroku, „bo ja akurat sprzątam”. Jeśli bieliznę widuje się jako stały strój na działkach i na wielu plażach, to cóż się dziwić strojom domowym! Jako wytłuma­czenie pojawia się brak pieniędzy, „ciężkie czasy” a przecież gra­natowy dres nie jest o wiele droższy od piżamy, traktowanej właśnie jako strój domowy. Rzeczywistą przyczyną jest nawyk, który nawet może być zupełnie zrozumiały (bo to wygodniej), ale nieubłaganie rodzi określone skutki. Dobre maniery dotyczą nie tylko salonów (gdyby tak było, nie pi­sałbym tej książki, słowo daję!). Mamy z tymi regułami do czynienia na co dzień, w miejskim autobusie i w restauracji. Służą do tego, że­by codzienność była mniej dokuczliwa, inaczej, żeby w autobusie nikt mnie nie popychał przez bezmyślność, a przy stole nikt nie sior bał i nie dłubał paznokciem w zębach tylko dlatego, że w domu go tego nie oduczyli.

Sex na urlopowych wyjazdach

Jeśli się mówi o urlopowych wyjazdach, nie sposób pominąć spraw seksu. W opowieściach, jakie się słyszy po powrocie (czy w ogóle po sezonie wyjazdowym), przeważają tony sensacji, jeśli nie wręcz zgorszenia. Dziwne, czyż jesteśmy wciąż tak pruderyjni? Od dawna przecież ta tematyka jest chlebem powszednim naszych plo­teczek, młodzi ludzie kpią z wszelkich wahań, gdy o „tych rzeczach” mowa, a rewolucja obyczajowa dawno stała się faktem. Tymczasem przy okazjach urlopowych zauważa się jakby inny styl zachowania, jego oceny i relacji. Dlaczego? Chodzi pewnie o to, że cała ta gra, związana z zawieraniem znajo­mości, te podchody, w czasie których klęski przeplatają się z sukce­sami, mają miejsce na oczach nowego środowiska. Grają tu różne ambicje, o czym się naturalnie nie mówi, ale co można wyczuć: pani blondynka siedząca przy oknie zrobiła się jakaś markotna i jakby mniej zadbana od czasu, gdy pan od jej stolika znalazł sobie inną towarzyszkę spacerów…

Nie jest łatwo zrozumieć innych

Wiem, nie jest łatwo zrozumieć innych. Żeby spod powierzchow­nych gestów wydobyć ich głębsze znaczenie, dostrzec zręby kultury i wierzeń, trzeba umiejętności kojarzenia faktów, trzeba wiedzy, któ­rą nie każdy może nabyć. Oto przykład, jak trudno o takich rzeczach wyrokować. Kręciłem się po ulicach małego miasta na peryferiach Turcji, niedaleko grani­cy syryjskiej i gór, gdzie panują Kurdowie, którzy dokładnie wypło­szyli turystów. Przed wieloma domami starsi ludzie, uśmiechnięci, zapraszają do wnętrza, oferują tyle rozumiem wypicie herbaty. Czy skorzystać? Jaki jest sens takiego zaproszenia, jeśli nie można rozmawiać? Pytani potem miejscowi odpowiadają na dwa sposoby. Jeden: „Potem coś trzeba kupić, dywan albo przynajmniej trochę ja­jek”, drugi: „To prawdziwa, bezinteresowna gościnność”. Wątpli­wości pozostały nie wyjaśnione. To samo na naszym gruncie czy zawsze rozumiemy się z gospo­darzami, u których przyszło przenocować na skraju Puszczy Białej, al­bo z autochtonami na Opolszczyźnie? Czy mamy wyrobiony osąd na temat walk polskoukraińskich w latach czterdziestych? Takich spraw są dziesiątki, więc trzeba być ostrożnym, nie rzucać słów na wiatr.

Wczasy

Czy słowo „wczasy”, niegdyś bardzo rozpowszechnione, jeszcze żyje? Nie jestem pewien. W każdym razie, jeśli nawet, to używa go głównie starsze pokolenie i to wobec specyficznego rodzaju imprez wakacyjnych. Kiedyś kojarzone z zasobną w stare pensjonaty insty­tucją, zwaną Funduszem Wczasów Pracowniczych, która i dziś funk­cjonuje gdzieniegdzie na bardzo zardzewiałych tablicach. To prawda, nikomu nie przyjdzie do głowy nazywać „wczasami” pobytu na greckiej wyspie Rodos albo pod hiszpańską Malagą, u gó­rala w podhalańskiej wiosce Ząb (dokąd jeździ autentyczne! mój znajomy dentysta) lub w litewskich Druskiennikach. Mimo to jed­nak duch tamtych wczasów, z ich gorliwie demonstrowaną równością (pozorną, bo ci „lepsi” wypoczywali w lepszych ośrodkach), z ich ko­lektywizmem, odżywa raz za razem. Tu od razu pojawiają się problemy dla ludzi dobrze wychowa­nych. Oto rodacy o wiele za wcześnie zaczynają znajomość od szcze­gółowego wypytywania osób widzianych ledwie od paru godzin

Inne czasy

Teraz czasy już są zupełnie inne, ale obawy pozostały. Tym bar­dziej że coraz częściej słychać o nadzwyczajnej zręczności firm ubezpieczeniowych, by uniknąć odszkodowania. Jeśli więc ktoś się nie obawia, że kuzyn, skasowawszy samochód, rozłoży ręce nad kupą poskręcanego żelastwa i oświadczy, że mu przykro niech pożycza! To nie są żarty, ale uznanie dla prawdziwej życzliwości. Bardzo ważne zresztą pytanie, jak się zachować w razie wypadku samochodowego (nie tego, ale innego, teoretycznego). Czy myśleli­ście czasem o tym? Każdy przecież ma za sobą albo współudział, albo chociaż minutę pogapienia się na rozsypane szkło, rozpruty silnik (no, choćby w telewizji). Więc jak to wtedy będzie? Czy nastąpi, jak w tylu wypadkach, gwałtowna awantura, wymysły, może rękoczyny? Wzajemne zrzucanie na siebie odpowiedzialności, poniżające błaga­nie świadków o to, co jest obywatelskim obowiązkiem? W myślach (w marzeniach, we śnie) jesteśmy wzorem elegancji. Może więc i w tej sytuacji widzimy siebie w momencie wręczania swojej wizytówki temu pokrzywdzonemu. Podajecie sobie dłonie, on ze zrozumieniem przyjmuje przeprosiny… Albo siadamy zgodnie w jednym z tych naszych ocalałych samochodów, wypełniamy skom­plikowany druczek, polecany przez różne biura, zastanawiamy się nad odległością w metrach… Jaki piękny obrazek, prawda?

Prezent ma w sobie jakąś siłę przyciągania

A jednak prezent ma w sobie jakąś siłę przyciągania (jeśli to sło­wo nie jest zbyt pompatyczne). Oto inna historia, też ze starszą pa­nią w roli głównej. Ktoś z rodziny, mieszkający w innym mieście, po­prosił ją o pilne zakupienie i przesłanie jakiegoś ważnego lekarstwa. Jednak poczta, jak to poczta. Chory zdążył wystarać się gdzie indziej o lekarstwo i wyzdrowieć, zanim urzędnicy znaleźli awizo. Zaczęła się w domu sprzeczka, czy przesyłkę od starszej pani w ogóle odbie­rać, czy lepiej ją zwrócić. W końcu ktoś użył argumentu, że nie cho­dzi o lekarstwo, ale o odczucia cioci. Ważne są dobre chęci i związana z tym satysfakcja. Po co je odbierać osobie, która nie zawiniła, wręcz przeciwnie, zasłużyła się choremu? Odebrano lek, a cioci napisano, że skutki leczenia były wspaniałe. Opowiedziałem Wam to, by zrozu­mieć, jaki jest sens dawania prezentów i myślenia o innych.

Kto odpowiada za ceny na zakupach

Dobrym pytaniem, które warto sobie jak najszybciej zadać jest to kto tak naprawdę odpowiada za bardzo wysokie ceny na zakupach. Czy to sami konsumenci nakręcają tak bardzo popyt, czy może producenci nie zwracają uwagi na nic więcej poza wysokimi cenami za ich podstawowe produkty. Zaraz wszystko ci się rozjaśni. Zapraszamy do profesjonalnie skonstruowanej lektury. Na pewno uświadamiasz sobie, że ściągnięcie pewnych produktów z zagranicy, jednym słowem ich import jest obwarowany ogromnym cłem, a później mocnym udziałem pośredników każdego typu. Jeżeli powiązać to wszystko w jedną całość okaże się, że wysokie ceny spowodowane są przez pośredników oraz nieefektywne rozdzielenie kosztów. Do tego sami konsumenci często przez modę decydują się na zapłatę większej ceny od normalnej, ponieważ chcą mieć daną rzecz jako pierwsi. Podsumowując pośrednicy to prawdziwe zło dla gospodarki dopiero rozwijającej się takiej jak Polska i trzeba stwierdzić, ze faktycznie tracimy sporo pieniędzy na zbyt drogie zakupy, które za granicą wykonalibyśmy prawdopodobnie o połowę taniej. Być może w przyszłości się to zmieni, ale jak wiadomo z chciwością trudno wygrać. Likwidowanie siatek pośredników powinno być priorytetem gospodarki.

Zakupy Polaka

Czy zastanawiasz się nad tym, dlaczego Polacy są obecni praktycznie każdego dnia na zakupach? Jakim cudem mamy w ogóle tyle pieniędzy w portfelach, że jesteśmy w stanie w takim dużym tempie rozwijać gospodarkę? Jest kilka czynników, które sprawiają, że wcale na zakupy nie trzeba wydawać astronomicznych kwot i zaraz się z nimi zapoznasz. Przede wszystkim, jeżeli stawiasz na oryginalność, wtedy musisz liczyć się z tym, że wydasz sporo pieniędzy. W razie gdybyś jednak szedł trochę z tonu otwiera się przed Tobą niezliczony rynek odzieży oraz produktów używanych, z których gros jest naprawdę dobrej jakości, a do tego mocno tani. Kolejną sprawą jest wymiana. Jeżeli masz jakąś nieużywaną rzecz, możesz ogłosić chęć jej wymiany za inny towar, który ci się po prostu przyda. Możesz to dzisiaj zrobić bez problemu na portalach z darmowymi ogłoszeniami. Na pewno próbując to zrobić uzyskasz świadomość opłacalności takiego sposobu postępowania. Podsumowując zakupy Polaka to kwestia bardzo oryginalna, ale jak widzisz zwracamy cały czas uwagę na cenę, a jeżeli zamierzamy dokonać jakiegoś większego zakupu musimy bardzo długo oszczędzać. Opłaca się to jednak, a pieniądze krążą dzięki temu jedynie w efektywne regiony gospodarki.

Niskie ceny

Czasami do zakupów zachęcają nas naprawdę bardzo niskie ceny, jednak musimy pamiętać o tym, że niska cena to także często niska jakość produktu. Gdy jednak kupujemy na przeróżnego rodzaju wyprzedażach to warto zawsze zapytać co jest powodem tej wyprzedaży, co z pewnością może być naprawdę bardzo pomocne. Czasami wyprzedawanych jest wiele rozmaitych produktów dlatego też musimy znaleźć taki, który będzie najbardziej dla nas odpowiedni, oraz w korzystnej cenie. Możemy być pewni, że bardzo często należy naprawdę skrupulatnie poszukać bo może nam się trafić wspaniała okazja. Dlatego też warto czasem poświęcić troszkę czasu na takie właśnie poszukiwania oraz znajdywania rozmaitych promocji. Czasami możemy zupełnie nieświadomie upolować coś naprawdę wspaniałego, dlatego też jeśli tylko mamy niemożliwość to warto z niej skorzystać. Może nas zaskoczyć ilość osób które także poszukują promocji, jednak należy pamiętać o tym że istnieje kryzys i każdy radzi sobie jak potrafi. Dlatego też my tez musimy o tym pomyśleć.

Nikt nie widzi, to i nigdy nie zo­baczy

Ludziom się wydaje, że jeśli tylko nikt nie widzi, to i nigdy nie zo­baczy. Tak jak przestępcy się wydaje, że jego czyn nigdy nie wyjdzie na jaw, bo dotychczas nie wyszedł. Na tym zresztą koniec podobieństw, bo przestępca napotyka na niespodziewanego świadka, a ten ktoś, ko­mu nie wpojono dobrych manier?… Taki człowiek wskazuje na swój niedostatek wychowania odruchowo, bez świadomości. Na przykład, zapali papierosa przy zupie, sięgnie przed nosem do półmiska, macza­jąc rękaw w sosie, albo przerwie w pół słowa swojej sąsiadce. Zachowujmy się zawsze tak, jakby nas widział ktoś obcy. Kiedy opanujemy tę metodę, nie będzie już trudności, jak się zachowywać, zniknie poczucie skrępowania. Nie będziemy już nigdy „uczniem na egzaminie”. Jeśli dookoła siebie będziemy mieli też przewagę takich z dobrą kindersztubą (tak się mówiło w zaborze austriackim, by podkreślić walory rodzinnego wychowania), nic nam nie zagrozi. Istnieje bo­wiem twarda zasada dyskrecji. Pedantom łatwo ją doprowadzić do przesady oto przeczytałem w starej książce, że gdy ktoś na przyję­ciu wyleje kawę z filiżanki na obrus, dżentelmen udaje, że tego nie zauważył. Od tego bowiem jest kto inny, by skutki usunąć. Wydaje mi się to trochę śmieszne dlatego, że ilekroć coś takiego zdarzało się u cioci na imieninach, wszyscy rzucali się z pomocą. Oczywiście wy­nikała z tego przykrość dla sprawcy wydarzenia, ale też i posprzątane było nadzwyczajnie.

Elegancja nie tylko od święta

Bardzo wielu ludzi kojarzy dobre maniery, czyli savoirvivre, przede wszystkim z przyjęciami na wysoki połysk. Oczywiście takie podejście można zrozumieć. W eleganckich imprezach jest coś z eg­zaminu, zresztą samo to, że znajdziemy się wśród nowych, niezna­nych ludzi podsuwa nam takie skojarzenia: „a jeśli obleję się kawą?, lub jeśli podadzą coś dziwnego, czego nie będę umiał jeść?, czy też jeśli będzie ten wredny Świszczykowski, który zawsze ze mnie robi wariata, i posadzą go w pobliżu?, a może wyjdzie na jaw, że nie wiem, jak zacząć konwersację po angielsku?” Takich wątpliwości mogą być tuziny i one pewnie decydują o stresie biesiadnika. Na większość z takich wahań trudno znaleźć radę, poza jedną: nabierać wprawy! Domyślam się, że odpowiedzią będzie irytacja a jak to ja mam decydować, gdzie, kiedy i z kim będę spijać szampany?
Przepraszam, ale myśl jest inna. Oto, jeśli w życiu codziennym lekceważy się wszelkie (znane zresztą) zasady dobrego wychowania, to przy nadejściu jakiejś wyjątkowej okazji sztywniejemy ze zde­nerwowania, a wtedy wspomniany Świszczykowski będzie miał uży­wanie!

jesteśmy równouprawnieni

Pamiętajmy więc, jesteśmy równouprawnieni, wolno nam zawie­rać znajomości, ale nie ma tragedii, jeśli czasem trzeba zrezygnować i „oddać pole”, jak mówili starożytni Polacy. To powiedzonko jest tu bardzo na miejscu, należy bowiem do dobrego tonu wtedy, gdy dziewczynie już ktoś towarzyszy. Zamienić parę słów owszem można, ale bez popadania w przesadę, od „przyczepiania się” już krok do nieprzyjemnych sytuacji. Radzę odczekać, aż się partner na dłużej oddali. Pfliem zobaczymy, co czas przyniesie.
Swego czasu Wojciech Młynarski śpiewał jakoś tak:
Trzeba kiedyś wstać i wyjść…
Trzeba wyczuć, kiedy w szatni
Płaszcz pozostał przedostatni…
Piosenka była melancholijnie smutna, osobista. Ale przecież nie wszyscy będziemy w garderobie czekać na przedostatni płaszcz. To duże pocieszenie.